piątek, 18 listopada 2011

Głupota

Najróżniejsze formy przybiera i potrafi się kamuflować po mistrzowsku, ale jak dobrze by się nie kryła, głupota zawsze pozostaje głupotą. Chyba nikt nie jest w stanie się przed nią uchronić, dopada najmądrzejszych. Rani, krzywdzi, a zostawia po sobie pustkę i szkody, jak to zwykle bywa, nienaprawialne. Ale znacznie gorzej, gdy nosiciel nie chce jej zauważyć - wtedy nie ma dla niego ratunku, bo i zmusić nikogo do dostrzeżenia czegokolwiek się nie da.

Problem z nią jest taki, że zbyt często skutki odczuwają nie jej nosiciele, ale ich otoczenie. Cios pośredni, przed którym nie ma możliwości się bronić. Pijani kierowcy zaskakująco rzadko poważnie cierpią w wypadkach - oto najlepszy przykład. Głupota to jest trucizna, która działa bardzo powoli i na początku szkodzi wszystkim wokół, a nie ofierze. Ale prędzej czy później zawsze ją dopadnie, świadomą wszystkiego lub nadal zupełnie ślepą. Taka kolej rzeczy, taka rola trucizny, jadu czy też pasożyta.

Przykro się robi, kiedy zauważamy głupotę u kogoś, kogo sobie cenimy. Na przykład u rodzica. Dziecko zazwyczaj uważa słowo rodzica, w ogóle dorosłego, ale zwłaszcza rodzica, za rzecz świętą. "Jeśli mama tak mówi, to tak jest, to ty się mylisz!" "Ale moja mama twierdzi inaczej, więc jest, jak mówię!" Wiele z tych rzeczy, które mówiono nam w dzieciństwie tkwi w nas do dziś, choć niekonieczne musimy być tego świadomi. Ale nadchodzi pewien moment, w którym ze zdumieniem odkrywamy, że tata, ten sam, który zawsze podejmował tak rozważne decyzje i służył mądrą radą, się myli. Ewidentnie nie ma racji, choć wydaje mu się, że jest inaczej. Z oślim uporem chce dopiąć swego i ślepy jest na wszelkie argumenty. A co nam wtedy pozostaje? Najczęściej niewiele - przymknąć na ten fakt oko, wybaczyć, zapomnieć. Bo ta chwila przychodzi raczej kiedy nie jesteśmy jeszcze niezależni, kiedy musimy się dopiero nauczyć kłaść uszy po sobie, odpuścić, wycofać się, no i zrozumieć, że ile ludzi, tyle punktów widzenia. Bo tak, te pierwsze sprzeczki z reguły nie mają związku z głupotą jako taką. Gorzej, gdy zaczynają mieć. Niezależnie od tego, czy jest się już niezależnym, czy nie, patrzenie, jak niegdyś niepodważalny autorytet załamuje się, jest przykre. Bardzo przykre. Ale i trudno z tym zrobić cokolwiek, bo można sobie tylko poważnie zaszkodzić. Wydaje mi się, że takim momencie dużo rozsądniej jest delikatnie sugerować i niebezpośrednio uświadamiać błąd, niż stosować terapię szokową tudzież niepotrzebnie strzępić język. Albo, nie po raz pierwszy i nie ostatni, wycofać się ostrożnie - w codziennym biegu zbyt często działamy z rozpędu i zapominamy o swoich pierwotnych zamierzeniach czy celach. Czy gra naprawdę warta jest świeczki? Czy warto szargać nerwy swoje i drugiej osoby?

Dochodzę do przykrego wniosku, że głupota jest nieodłączną częścią świata i będzie istnieć przynajmniej tak długo, jak pojawiać się będą kolejne pokolenia ludzi. Działanie pod wpływem emocji, nieprzemyślane albo podejmowane w całkowicie egoistycznej intencji działania - oto jej główna pożywka. Ale ostatecznie jest i jasna strona, światełko w tunelu - tak długo, jak przynajmniej część z nas będzie umiała obrócić ją w swoją broń, wykorzystać doświadczenie i uczyć się na własnych błędach... Tak długo dla ludzi będzie jeszcze jakiś ratunek.