Moja babcia prowadzi coś w rodzaju pensjonatu - ma kilka pokoi do wynajęcia, serwuje też obiady. Krótko mówiąc, przyjmuje wczasowiczów i to prawie wyłącznie w okresie letnim. Trwa to już od kilku lat, przez jej dom przewinęło się całe mnóstwo ludzi. Ja zawsze spędzam kilka tygodni wakacji u babci i pomagam jej ze wszystkim. Wiele rzeczy widziałam. Wczoraj byłam świadkiem sceny, która skłoniła mnie do trochę głębszych przemyśleń.
Przyjechała pewna pani, starsza już kobieta po sześćdziesiątce razem z wnuczką, trzynastolatką. Dziewczę to z bliżej mi nieznanych powodów nie ma ojca - a może ma, ale on z nią nie mieszka? Nie mam pojęcia, to w końcu nie moja sprawa. W każdym razie ona mieszka sama z matką. A na wakacje pojechała z babcią, zresztą nie pierwszy raz - rok temu też były. Ta pani, jej babcia, jest chora: miała raka żołądka, jest po terapii. Teoretycznie zdrowa, ale wiadomo, jak to bywa z rakiem, musi więc bardzo uważać i regularnie się badać. A poza tym uważać na to, co je - nic smażonego, nic ciężkiego. Zamówiły one u mojej babci obiad, ale wygląda to w ten sposób, że babcia je tylko zupy, a wnuczka drugie dania. Wczoraj była kartoflanka i pierogi leniwe. I w tym miejscu zaczęły się schody - no bo ta dziewczyna nie lubi takiego czegoś! I ona jeść nie będzie, nie ma mowy! Oczywiście nie z tego wynikła cała późniejsza sytuacja, podejrzewam, że była tylko kroplą, która przepełniła czarę. Po obiedzie, kiedy już wszystko uprzątnęłam (wyszło na to, że babcia jadła pierogi - gotowane, więc akurat mogła, zupa pozostała nietknięta, a wnuczka nie zjadła nic) zaczęło się. Kłóciły się przez dobrą godzinę - że wnuczka jest okropna, że znowu ma fochy, że jej zachowanie jest nie do zniesienia, że ciągle tylko wyciąga pieniądze i wciąż jej mało. Z kolei babcia to jędza, a w ogóle, to one powinny już wracać! Natychmiast! Do domu! Uwierzcie mi, nie podsłuchiwałam - nie dało się nie słyszeć. Wracając do sedna - w całej tej kłótni padło jedno wyrażenie, które mnie zmroziło. "Zamknij w końcu tę mordę!" wykrzyknęła trzynastolatka do własnej babci.
Różne rzeczy mówiłam, bo nie układa mi się z rodzicami szczególnie dobrze (akurat babcię mam najlepszą na świecie ;). Ale nigdy w życiu nie powiedziałabym im czegoś takiego. Zresztą nikomu - nikomu dorosłemu z mojej rodziny. I żadnej dorosłej ani tym bardziej starszej osobie. Nigdy. Zdarzają się wyjątkowe sytuacje, ale nawet wtedy miałabym opory. Kwestia wychowania? Być może, w końcu dziewczę, o którym mowa wyżej, wychowywało się bez ojcowskiej ręki. Ale wydaje mi się, że są pewne zasady, którymi każdy się w życiu powinien kierować. Tytułowy szacunek.
Każdemu człowiekowi, nawet każdemu żywemu stworzeniu należy się szacunek. Banał? Być może, ale według mnie słuszny. Nie mówię tu o niewiadomo jakim respekcie. Chodzi o taką minimalną dawkę. Mówi się, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Na pewno. Z drugiej strony uważam, że każdemu, kogo jeszcze nie znamy, na starcie powinniśmy dać kredyt zaufania. Stosunek do danej osoby powinien się klarować z czasem i być podyktowany przez to, jaka ta osoba jest naprawdę, nie stereotypy i nie to, co mówią inni. Trudne? Pewnie, spróbuj bez uprzedzeń podejść do pijaka albo bezdomnego. Ale czasami zaskakująco łatwe, a mimo to niepraktykowane. Ludzie często bez powodu źle traktują innych. Tylko dlatego, że nie stać ich na tę odrobinę wysiłku i cierpliwości. Tak naprawdę mało kto nie zasługuje przynajmniej na tę minimalną dawkę - wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy popełniamy mniejsze i większe błędy, ale zaskakująco często w dobrej wierze. Jeśli kogoś kiedyś potraktujemy z pogardą z błahego powodu, to do nas wróci. Okaże się, że popełniamy te same błędy, które tak nam przeszkadzają u innych; u siebie ich nie dostrzegamy lub dostrzec nie chcemy. Dlatego zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Wracając do punktu wyjścia i podchodząc do tematu od innej strony - są takie osoby, którym z definicji się szacunek należy. Ponieważ to nasza rodzina, która o nas dba i nas utrzymuje, kocha i wiele rzeczy wybacza. Ze względu na wykonywany zawód - oczywiście pod warunkiem, że go wykonują dobrze. Ze względu na wiek - o ile nie dają powodów, by ten szacunek szybko wyparował. I tak dalej, każdy dobrze wychowany człowiek powinien takie rzeczy wyczuwać instynktownie.
Ale co z taką gówniarą, w typie opisywanej wyżej? Pewnie będzie miała jeszcze problemy w życiu, długo z takim impertynenckim nastawieniem nie pociągnie. W końcu to jej babcia! Rodzona babcia, która w dodatku niedawno przeszła ciężką chorobę. To zwyczajna krótkowzroczność i egoizm - przecież nikt nie żyje wiecznie... Ale nie moja sprawa, nie mój problem. Otwieram tylko oczy jeszcze szerzej i uczę się na cudzych błędach...
Mała rzecz, którą chcę napisać odnośnie organizacji bloga - pomyślałam, że mogę od czasu do czasu wrzucić coś o książkach, które lubię. Takie małe (bądź nie, potrafię się w końcu rozpisać) recenzje. Zobaczymy, jak to wyjdzie...
Zgadzam się całkowicie z tymi przemyśleniami. Nie pojmuję nie tylko takiego pyskowania (nawet jeśli sama mam ochotę to robić)ani innych form zniewagi ludzi. Świat lepiej by wyglądał gdyby każdy zachowywał dla siebie przynajmniej większość znieważających słów czy gestów. Może mam staroświecką duszę, być może żyję we własnym świecie. Ale faktem pozostaje, że znacznej części tego co się wyrabia wokół mnie nie rozumiem.
OdpowiedzUsuńCo do wstawiania recenzji, to proszę jak najwięcej. Może znów polecisz mi jakąś dobrą lekturę?
Masz rację dziewczyno! :D Szacunek ludziom starszym się należy, szczególnie gdy to rodzina. Sama nie raz mam ochotę coś powiedzieć czy pyskować (heh) ale nigdy nie czynię tego tylko zostaje mi to w myślach. Wiem, że i tak zaraz by mi to przeszło, a odzywając się bym narobiła sobie tylko biedy, za to tylko wszystko mi zostaje w myślach. Lepiej się wyżywać w myślach, słuchając muzyki albo w jakiś inny sposób.
OdpowiedzUsuńYoudingdong.
PS. Masz fajny styl pisania :D
PS2. Zmusiłaś mnie, żebym się rozpisała, a to do mnie nie podobne.
szczerze mówiąc, to mi się to w głowie nie mieści. Ja też kłócę się ze swoją rodziną, przyjaciółmi, itd. Ale nigdy nikomu tak nie powiedziałam. Szczególnie mojej babci (z którą dogaduję się lepiej niż z mamą). No ale może dlatego traktuję moją babcię inaczej, bo jesteśmy bardzo podobne z charakteru. Co nie zmienia faktu, że nawet nie powiedziałabym czegoś takiego starej kobiecie, która nie raz wyzwała mnie w autobusie, a nawet w kościele! Co się dzieje z tymi ludźmi... Czasami uważam, że naprawdę jestem z innego świata...
OdpowiedzUsuńbardzo się cieszę, że poruszyłaś ten wątek.