Jako stała czytelniczka portalu Tanuki, jak i osoba, która na tenże portal kilka tekstów przesłała, często spotykam się z zarzutami odnośnie recenzji. Osoby niezadowolone z takiej, a nie innej oceny najczęściej zarzucają recenzentowi "brak obiektywizmu". Kiedy czytam te komentarze wielce pokrzywdzonych fanów, zastanawiam się, czy aby na pewno znają oni definicje zarówno przymiotnika "obiektywny" jak i słowa "recenzja".
Może dla porządku i jako podstawę dalszych rozważań jednak przytoczę obydwie?
"Obiektywny - odznaczający się obiektywizmem; wolny od uprzedzeń, bezstronny."
Wg."Małego słownika języka polskiego" pod redakcją Stanisława Skorupki. PWN 1968.
„Recenzja <łac. recensio = przegląd> – omówienie dzieła lit. , spektaklu teatralnego, koncertu, wystawy, pracy naukowej, itp. Publikowane w prasie lub za pomocą innych środków przekazu. R. przybiera różne formy: od suchej parozdaniowej informacji o danym wydarzeniu kulturalnym do swobodnego felietonu. Charakter r. zależy od miejsca publikacji, w prasie codziennej r. mają zazwyczaj zadanie przede wszystkim informacyjne, w pismach literackich stanowić mogą wielostronne omówienie dzieła, maja niekiedy charakter polemiczny, zbliżają się też do eseju.(...)”
Wg „Słownika terminów literackich” pod redakcją Janusza Sławińskiego. Ossolineum 1998.
Chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać, że jeżeli "omówienie" i "felieton" to forma luźna, niepodlegająca jakimś ścisłym regułom i jak najbardziej w całości zależna od autora? Nie za bardzo możliwe jest, żeby recenzent, będący przecież także widzem, był w stosunku do recenzowanego filmu/książki/przedstawienia/anime/mangi bezstronny i wolny od uprzedzeń. Jakieś sobie zdanie o tym, co ocenia, wyrabia i po przedstawieniu go jedynie je uzasadnia. Jeśli jest w stanie wyłożyć sensowne argumenty, ma rację. A jeśli ktoś tę samą rzecz ocenia w zupełnie inny sposób i dobrze tę ocenę uargumentuje, także ma rację. Wydaje mi się, że człowiek inteligentny potrafi to bez problemu załapać. Każdy jest przecież inny i ma prawo odbierać np. dany film w zupełnie odmienny sposób. Dzięki temu życie jest ciekawsze, nieprawdaż?
A wychodząc poza słownikowe definicje, tak na chłopski rozum. Podczas oglądania filmu dostrzegamy w nim zbiór cech. Wyrabiamy sobie na tej postawie jakąś opinię, oceniamy. Niekoniecznie świadomie. Później, gdy zastanowimy się nad przyczyną takiego, a nie innego odbioru zaczynamy wspomniane cechy dzielić na wady i zalety. Na przykład wtedy, kiedy chcemy o filmie opowiedzieć znajomym, którzy rozważają możliwość obejrzenia. Albo i nie, idziemy dalej w świat nie zastanawiając się nad oceną głębiej. A co robi recenzent? Dokładnie to samo, tyle że on swoją opinię ubiera w słowa, wzbogacając ją o naprawdę solidne argumenty, wgłębiając się czasem w kwestie, które nie dla każdego widza są istotne (np. sposób gry aktorów, obsada, ścieżka dźwiękowa), dorzucając do tego wszystkiego zgrabny opis fabuły, czasem postaci, jakieś podsumowanie, może nawet pokusi się o wnioski czy morały płynące z seansu. Podobnie to wszystko wygląda w przypadku książek, spektaklów, anime czy mang. Recenzja jest więc bardzo rozbudowaną opinią danej osoby na przykład o filmie. Jak powszechnie wiadomo opinia jest osobistą sprawą każdego człowieka, więc wniosek z tego taki, że recenzja także. Czyli jest subiektywna, nie obiektywna.
Jedyną rzeczą obiektywną w recenzji może być przedstawienie fabuły, ew. postaci. I, jeśli mówimy o anime, ocena poziomu animacji. Wszystko inne to jedynie kwestia gustu. Pewnie, teoretycznie fabuła może być dobra lub słaba, może mieć luki bądź być solidna, ale ostateczny odbiór całości niekoniecznie musi być tym podyktowany. Tyle że jeżeli recenzent widzi wady i niedociągnięcia, a mimo wszystko całość mu się podobała na przykład ze względu na klimat czy jeszcze co innego, musi o tym uczciwie wspomnieć. Co w 99% przypadków robi. Problem polega na tym, że zarzuty, o których wspomniałam, najczęściej dotyczą kwesti, których naprawdę nie da się określić jednoznacznie - daną postać, nawet jeśli nie jest szczególnie rozbudowana czy wiarygodna psychologicznie można lubić lub nie. Rysunek w komiksie może się podobać albo nie. To wszystko razem w pewien sposób wpływa na odbiór całości. Ale pewnie, lepiej rzucać bzdurne teksty o "braku obiektywizmu" niż chwilę pomyśleć i napisać, jeśli nie recenzję alternatywną, to sensowny komentarz. A dlaczego? Ano dlatego, że takie brednie wypisują najczęściej ludzie czymś zaślepieni, którzy nie potrafią swojego ślepego uwielbienia ubrać w sensownie brzmiące zdania, a coś takiego jak "argument" znają tylko z nazwy. I tak, ten problem dotyczy niestety głównie fanów anime. A może jednak nie? Może ja za mało siedzę w innych środowiskach, żeby wiedzieć? Może to pewna norma, pewien procent ludzi wszędzie? Mam nadzieję...
No dobrze, w takim razie skoro już wyjaśniłam najprościej, jak tylko potrafię, iż recenzja jest tworem prawie w stu procentach subiektywnym, a więc zależnym wyłącznie od gustu recenzenta, całkiem na miejscu wydaje się pytanie Po co w ogóle coś takiego pisać?. Przecież każdy będzie miał na temat danego produktu inne zdanie, tak więc sugerowanie się oceną, którą ktośtam, może zupełnie nieobeznany w temacie, wystawił, może nas wprowadzić w poważny błąd. Najważniejsze, żeby podczas czytania myśleć. Przede wszystkim patrzę na gatunek, któremu przyporządkowany zostaje dany produkt, potem na krótkie zawiązanie akcji, które pojawić się musi i wiem, czy taki pomysł mi się podoba, czy też nie. Dopiero później przechodzę do reszty tekstu, albo odwracam się z niesmakiem. Jak już wspomniałam, argumenty, którymi posługuje się recenzent powinny być solidne, nie do zbicia (przynajmniej w momencie, gdy tekst jest publikowany na jakimś poważnym portalu, nie wspominając już o piśmie - bo to oznacza, że został sprawdzony przez kogoś, kto się zna na rzeczy). Więc jeśli widzimy, że recenzent pisze "fabuła jest interesująca" i nic ponadto, możemy mieć wątpliwości. Co to znaczy, że interesująca? Widzę opis, ale wcale mi się interesująca nie wydaje... Ale jeżeli w tekście widnieje, że "jest interesująca, ponieważ pełno w niej nieoczekiwanych zwrotów akcji, dobrze poprowadzonych wątków i posiada satysfakcjonujące zakończenie" to już jest całkiem konkretna informacja. Oczywiście fabuła jest taka nadal tylko według recenzenta, ale recenzent, który dobrze potrafi uzasadnić swoje zdanie, to recenzent wiarygodny. Teraz pozostaje zadać sobie pytanie, czy oczekuję fabuły "pełnej zwrotów akcji" czy może przeciwnie, wolę coś spokojniejszego. To, co dla jednych stanowi zaletę, dla innych może być wadą, dlatego oczywiste jest, że podczas czytania takiego tekstu należy się zastanowić, czy to, co opisują, na pewno mi także (nie) przypadnie do gustu. Inna sprawa, że czasem pisanie recenzji jest ważne dla piszącego i stanowi cel sam w sobie, a korzyść z tego czytelnik odnosi niejako przy okazji (tak samo jak ja podczas pisania tego tekstu - gdzieś to wszystko muszę z siebie wyrzucić, a potem, w razie potrzeby, podam link do tego posta z lakonicznym dopiskiem "to wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia").
No dobrze, w takim razie skoro już wyjaśniłam najprościej, jak tylko potrafię, iż recenzja jest tworem prawie w stu procentach subiektywnym, a więc zależnym wyłącznie od gustu recenzenta, całkiem na miejscu wydaje się pytanie Po co w ogóle coś takiego pisać?. Przecież każdy będzie miał na temat danego produktu inne zdanie, tak więc sugerowanie się oceną, którą ktośtam, może zupełnie nieobeznany w temacie, wystawił, może nas wprowadzić w poważny błąd. Najważniejsze, żeby podczas czytania myśleć. Przede wszystkim patrzę na gatunek, któremu przyporządkowany zostaje dany produkt, potem na krótkie zawiązanie akcji, które pojawić się musi i wiem, czy taki pomysł mi się podoba, czy też nie. Dopiero później przechodzę do reszty tekstu, albo odwracam się z niesmakiem. Jak już wspomniałam, argumenty, którymi posługuje się recenzent powinny być solidne, nie do zbicia (przynajmniej w momencie, gdy tekst jest publikowany na jakimś poważnym portalu, nie wspominając już o piśmie - bo to oznacza, że został sprawdzony przez kogoś, kto się zna na rzeczy). Więc jeśli widzimy, że recenzent pisze "fabuła jest interesująca" i nic ponadto, możemy mieć wątpliwości. Co to znaczy, że interesująca? Widzę opis, ale wcale mi się interesująca nie wydaje... Ale jeżeli w tekście widnieje, że "jest interesująca, ponieważ pełno w niej nieoczekiwanych zwrotów akcji, dobrze poprowadzonych wątków i posiada satysfakcjonujące zakończenie" to już jest całkiem konkretna informacja. Oczywiście fabuła jest taka nadal tylko według recenzenta, ale recenzent, który dobrze potrafi uzasadnić swoje zdanie, to recenzent wiarygodny. Teraz pozostaje zadać sobie pytanie, czy oczekuję fabuły "pełnej zwrotów akcji" czy może przeciwnie, wolę coś spokojniejszego. To, co dla jednych stanowi zaletę, dla innych może być wadą, dlatego oczywiste jest, że podczas czytania takiego tekstu należy się zastanowić, czy to, co opisują, na pewno mi także (nie) przypadnie do gustu. Inna sprawa, że czasem pisanie recenzji jest ważne dla piszącego i stanowi cel sam w sobie, a korzyść z tego czytelnik odnosi niejako przy okazji (tak samo jak ja podczas pisania tego tekstu - gdzieś to wszystko muszę z siebie wyrzucić, a potem, w razie potrzeby, podam link do tego posta z lakonicznym dopiskiem "to wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia").
Jeśli ktoś nie rozumie sensu pisania takiego wywodu jak ten powyżej niech sobie zobaczy to i rozwinie te nieszczęsne 23 odpowiedzi. Akurat mój osobisty przykład, ale możecie mi wierzyć, że jest tego znacznie więcej - niestety. Tak, ja też zwątpiłam...
Tak, już kiedyś skarżyłaś na te bezmyślne lub właściwie nie wiadomo w jakim celu publikowane komentarze.
OdpowiedzUsuńI nie, wydaje mi się że wszędzie są takie osoby.
PS. Z jakiegoś powodu dobrze mi się słucha/czyta twoje opinie. Przemawiają do mnie.
Moja opinia na temat recenzji jest nieco inna pod tym względem, że nie uważam recenzji jako formy prawie w 100% subiektywnej, a jedynie w większości subiektywnej. Jest coś takiego, co ja nazywam "ograniczonym obiektywizmem" i ów "ograniczony obiektywizm" każdy recenzent powinien stosować. Sam piszę recenzje publikowane na Tanuku i moja skala ocen, od czasu kiedy oddałem pierwszy tekst uległa zmianie. Mniej kieruję się emocjami podczas oceniania danego tytułu (co zresztą wraz z większym "doświadczeniem" w anime przychodzi samo), a więcej chłodnym obiektywizmem, nawet jeśli z definicji nie może on być stuprocentowy. Można stwierdzić obiektywnie, że coś jest banelne, a coś innego nie, że coś jest wtórne, czy zrobione "na odwal się". Jedny problem, to wyrokowanie kiczu (wszak gusta są różne) i uwolnienie się od własnych preferencji, także powiązanych z gustem. Jednak chcąc umieścić w recenzji tyle obiektywizmu, ile się da, można przemycić go na prawde sporo-:)
OdpowiedzUsuńPewnie, że można i ja sama zawsze przynajmniej po części staram się myśleć w ten sposób nawet podczas wystawiania ocen - staram się w jakiś sposób wyjść poza zwykłe "(nie) podobało mi się" i zastanawiam się nad argumentacją, gdyby ktoś mnie zapytał o taką, a nie inną ocenę. Ale, jak wspominasz, ten obiektywizm jest ograniczony, dlatego o pewne rzeczy ciężko się kłócić i nie zawsze należy upierać się przy swoim zdaniu. No i dochodzą jeszcze takie kwestie jak "czy jeśli coś jest wtórne, musi być złe?" i inne tematy wałkowane już nie raz i nie dwa. Uważam, że zawsze bezpieczniej jest traktować recenzję jako rzecz subiektywną, inaczej można wpaść w paranoję i zaczynać pisać nie według swojej opinii, tylko opinii "ogółu". Poza tym taka myśl czasami może powstrzymać od ewentualnych ataków na recenzenta, skłonić do chwili oddechu i uspokojenia się, zanim zacznie się klepać w klawiaturę. I tylko o to mi chodziło :)
OdpowiedzUsuńUważam, że masz wiele racji, tym bardziej, że czytałam tą rozgorzałą dyskusję pod twoją recenzją. Jednak nie można zapomnieć, iż recenzja musi zawierać też krztę obiektywnej opinii. Czasem nawet trzeba trochę odpuścić i podejść do tego od innej strony. Co nie zmienia faktu, że twoje recenzje i w ogóle twory uważam za bardzo dobre.
OdpowiedzUsuńObiektywna opinia nie istnieje, owszem, ale istnieją wartości, które można obiektywnie ocenić. Tak, to miłe, że kreska Twojej ulubionej rysowniczki Ci się podoba (wszak nie możesz być obiektywna wobec jedynej osoby do której galerii linkujesz na swoim blogasku) - też więcej wybaczam twórcom których czczę.
OdpowiedzUsuńJedyną rzeczą obiektywną w recenzji może być przedstawienie fabuły, ew. postaci. I, jeśli mówimy o anime, ocena poziomu animacji.
Dlaczego ocena poziomu animacji jeszcze może być obiektywnie oceniana, ale poziom "animacji" komiksu już nie? Tak tak, komiks to nie przypadkowe rysunki, o czym z twórców "polskiej mangi" wie chyba tylko niestety Meago. Jest coś takiego jak kadrowanie, jest coś takiego jak flow. A u Hitohai to leży i kwiczy. Nie ma naturalnego przepływu między kwestiami i obrazkami w jej komiksie i to nie jest moje zdanie, to obiektywna prawda.
Obiektywną prawdą jest też to, że Hitohai nigdy nie nauczyła się rysować prawdziwych rzeczy, od początku nieudolnie stylizowała na pseudomangę. A wiem bo pamiętam jeszcze jej prace drukowane w Mangamiksie. Dziewczyna nadal nieudolnie stylizuje, a jej styl nie zmienił się ani nie poprawił ani trochę przez te lata. Nadal ta sama kanciastość, brak pojęcia jak działa szczęka i podbródek, chodzenie na skróty i, hehe, podoba mi się to Twoje określenie, "niebanalny efekt w perspektywie".
Tak, wiem, że odpowiadam na butthurtową notkę sprzed paru miesięcy, ale gdzieś musiałam sobie ulać, bo zasłanianie się całościowym nieobiektywizmem recenzji przy ocenie czegoś tak technicznego jak kreska bawi mnie mocno. I cieszę się, że dawno się uwolniłam ze złego wpływu zgniłego Tanuki.